Zemsta
Wyglądał jak przeciętna maszyna cyfrowa. Składał się z kilku szaf i pulpitu sterowniczego z migającym ekranem i całym mnóstwem przycisków. Usiadłem za tym pulpitem i przy pomocy odpowiedniego urządzenia przekazałem mu dane do przeliczenia, a sam postanowiłem wyjść na pół czarnej. Kiedy byłem już przy drzwiach, w jego głośniku coś zacharczało:
- Nic z tego, mój stary! Wychodzisz sobie na kawę i myślisz, że ktoś będzie za ciebie tyrał w pocie czoła, tfu, pulpitu sterowniczego?! Nic z tych rzeczy!
I w tym samym momencie lampka kontrolna zgasła. Zawróciłem od drzwi i ponownie usiadłem przy pulpicie. Lampka zapaliła się z powrotem.
- To co innego, mój stary. Posiedzisz trochę przy mnie, trochę policzymy, a potem możesz iść, gdzie się żywnie podoba.
Nie podobał mi się ten trywialny sposób zwracania się mózgu elektronowego do mojej osoby. Zapalił się ekran z wynikami kontrolnymi. Maszyna zaczęła sobie podśpiewywać i głośno liczyła.
- Ile jest dwa razy dwa? Cztery mówisz? Rzeczywiście. Masz rację. Ile jest jeden plus jeden?
- Dwa! – wrzasnąłem.
- Ależ nie denerwuj się, mój stary – dobiegło mnie z głośnika. – czasem lubię liczyć głośno. To mi pomaga. Nie wiem, czy wiesz, ale ta blondyna z programowania ma na ciebie oko. Kiedyś, jak siedziała przy mnie, wyjęła twoje zdjęcie i wzdychała cały kwadrans. Żebyś człowieku, wiedział jakie ona ma kształty.
- A skąd ty wiesz? – zdziwiłem się.
- Nie jest to znowu takie trudne – lampka kontrolna zamigotała zawadiacko. – Ma się te elektronowe czujniki. Dotknie się tu i tam i już się wie.
Przysunąłem się bliżej głośnika.
- Na podwyżkę nie masz co liczyć. Naczelny rozmawiał przy mnie z głównym programistą – usłyszałem szept. – Zresztą powiedz coś o sobie. Prawie się nie znamy. Wyglądasz na miłego faceta.
Wyciągnąłem się wygodnie w krześle.
- No cóż u mnie? Nic – odparłem. Stara bieda.
- Co sądzisz o nowym dyrektorze?
- Świnia! – odrzekłem szczerze.
- Chyba masz rację – przytaknął mózg. – mnie też się ten facet nie widzi. Co myślisz o głównym programiście?
- Też świnia! – powiedziałem.
- Rzeczywiście – lampka kontrolna potaknęła kilkoma mrugnięciami. – Patrzeć na niego nie mogę. Ohyda. Ta blondynka z programowania też jakaś taka. Niby całkiem porządna, ale wiesz… To i tamto się słyszało. W biurze to, a w domu tamto.
Rozmawialiśmy jeszcze dłuższy czas. Myślałem, że to zupełnie porządny mózg. Ale strasznie się omyliłem. Okazało się, że to bydlę. Dzień później… Dzień później miałem nieprzyjemną rozmowę z naczelnym. Wyleciałem z pracy. Mózg doniósł, gdzie trzeba.
Państwo dziwią się co ja robię na podłodze w tej dziwnej pozycji z czterema rolkami dynamitu w ręce? Pst! Żeby ten drań nie dostrzegł nas swoją foto-komórką. Zemsta jest rozkoszą bogów.

1 komentarz