JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
11.09.1971

Kategoria
Humoreski

Zamach

Niewielki, okrągły – jak się wszystkim zdawało – syczący przedmiot przeleciał nad głowami mężczyzn siedzących w sali kominkowej pałacu dyktatora. Jednocześnie dał się słyszeć brzęk tłuczonej szyby.
Dyktator zbladł. Za nim zbledli: szef policji, kilku przekupnych senatorów, szef supertajnej policji, minister do wszystkiego oraz parę pomniejszych person wraz z głównodowodzącym armii.
- Za mną, panowie – wyszeptał dyktator, padł na mahoniową podłogę i szybko podczołgał się w stronę schodów prowadzących do schronu. Tuż za nim pełzli: szef policji, kilku senatorów, szef supertajnej policji, wspomniany już minister, głównodowodzący armią oraz parę pomniejszych person.
- Nie da się ukryć, proszę panów – mówił gorączkowo dyktator, zjeżdżając na brzuchu po schodach – że sytuacja nasza nie przedstawia się najlepiej. Jeśli uda nam się dostać do schronu, możemy jeszcze nieco potrwać.
Szef supertajnej policji ocierał pot z czoła:
- Wielokrotne egzekucje nie przysparzają popularności. Zwłaszcza wieszanie nie podoba się ludziom. A i wasza wysokość też nie jest czysty – dodał z wyrzutem. – Wydaje mi się, że okoliczni wieśniacy mają pretensje o to, że wasza wysokość jeździł i gwałcił sobie od czasu do czasu ich kobiety. Potrzebne to było waszej wysokości?
Głównodowodzący stwierdził, że odnowił mu się stary tik nerwowy polegający na zbieganiu się i rozbieganiu gałek ocznych. Stało się to w momencie, kiedy przypomniał sobie, że szlify naczelnego wodza zdobył w buduarze dyktatorowej oraz – że prowadził kilka zupełnie zbytecznych wojen. Myśl o tym, co mogą teraz zrobić ci, którzy wrzucili przez okno ów syczący przedmiot, przyprawiła go o silne dreszcze.
Z hukiem zatrzasnęły się drzwi pancerne schronu. Minister do wszystkiego załamał się nerwowo i cichutko łkał w kąciku. Szef zwykłej policji wyłamywał sobie palce, a jeden z przekupnych senatorów, odpowiedzialny za jakąś durną, ale kosztowną wyprawę wojenną, walił łbem o ścianę, aż echo odpowiadało.
Głównodowodzący drżącym palcem wdusił czerwony guzik. Z rykiem silników poderwały się do alarmu bojowego eskadry lotnictwa. W pięć minut pałac dyktatora obsadzony został przez desant spadochroniarzy. Na ulice wjechały czołgi, a z każdego niemal okna wychynęły lufy ciężkich karabinów maszynowych.
Dyktator siedział w kącie schronu łykając tabletki na uspokojenie.
- Może wytrwamy, panowie, może wytrwamy…- szeptał. – Jeszcze mamy szanse.
Naraz zgrzytnęły pancerne drzwi schronu. Szefowie policji i armii skupili się w kącie przy dyktatorze. Senatorowie podnieśli ręce do góry, minister do wszystkiego wyłamał sobie ostatni palec.
Wszedł zaufany lokaj:
- Wasza wysokość, jakiś chłopiec pyta czy może zabrać piłkę, która mu wpadła przez okno do sali kominkowej…


1 komentarz

Wysłane przez
Adam Klimowski
31.07.2007 @ 4pm

Dobre.


Napisz komentarz

Inwazja seksu Smok

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS