Wieprz
Kniaź wyciągnął się na rozłożystej łożnicy i z lubością powiódł wzrokiem po ścianach obwieszonych niedźwiedzimi skórami i wszelakiego rodzaju bronią. Dzień zapowiadał świetne polowanko. Przymknął tedy oczy i rozmarzył się. Nagle drgnął; gdzieś z głębi alkowy dobiegło jego uszu chrząknięcie. Oczy kniazia zrobiły się okrągłe niczym talary, które bito w jego mennicy; na puszystym dywanie książęcej sypialni leżał wieprz. Wieprzak był różowy i tłusty. Wyciągnął raciczki i lekko pogwizdywał przez sen.
Widok ten wyraźnie wyprowadził kniazia z równowagi. Porwał ze ściany ciężki, obosieczny miecz i wybiegł na pokoje.
- Kto mi go podłożył? Czyja to sprawka?
Na łysinie hetmana koronnego pojawiły się wielkie krople potu, podskarbiemu odnowił się tik, polegający na trzepotaniu lewego ucha, konkubina kniaziowa żałować, że nie wyszła za mąż za pewnego kawalera, który ofiarował się jej dwa lata temu.
- Kto go podłożył? Pytam po raz ostatni?!
Hetman koronny nie wytrzymał. Padł na kolana i zalał się łzami:
- Ja, panie! Przyznaję się! To ja podłożyłem waszej wysokości do podpisu ten mój nieudany rozkaz, który sprawił, że w bitwie pod Allelują wytraciłem połowę żołnierzy twojej drużyny.
- Milcz ośle! – miecz gwizdnął złowróżbnie. – Nie o to chodzi!
Kniaź rozpłatał stół i dwa kryte jedwabiem stolce. Drzazgi sypnęły po twarzach obecnych.
- Wasza wysokość!
Kniaź zatrzymał się w rozpędzie. Konkubina załkała cichutko:
- Przyznaję się. Otwarcie. Mimo pozorów, które stwarzałam, nie byłeś kniaziu jedynym mężczyzną mego życia.
- Nie? – zdumiał się kniaź. – Ale mieszczę się chyba w pierwszej dziesiątce na punktowanym miejscu?
- W pierwszej dziesiątce tak, ale niestety na miejscu bez punktów.
- Milczeć! – z olbrzymiego świecznika zrobiły się dwa.
- To ja! – podskarbi zatrzepotał lewym uchem. – Tnij kniaziu, jam winien! Jam brał łapówki od poddanych, jam wyciskał z nich ostatnie grosze na podatki, okradał twoją szkatułę i szafował ciemnicą dla tych, co mi się sprzeciwiali. A na wszystko brałem podkładki z twoją osobistą akceptacją. Ja też bez przyzwolenia polowałem w twoich lasach, podszczypywałem twoje dwórki, a u twojej konkubiny jestem na punktowanym miejscu.
- Fiu, fiu… – zagwizdał kniaź z podziwu. – Zebrało ci się nieco tych historii – i chciał jeszcze coś rzec, gdy przez drzwi wsunął się zalękniony sługa:
- Wasza wysokość, świniopas pyta czy nie było tu jakiejś świni?
Kniaź skłonił się ku obecnym z ironiczną admiracją:
- Miło mi było gościć państwa u siebie – zachichotał zjadliwie. – Do zobaczenia w książęcych kamieniołomach.
Po czym zwrócił się do sługi:
- Owszem. Jest tu jedna świnia, mój drogi. Ale bardzo porządna. W mojej sypialni.

Brak komentarzy