JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
12.10.1971

Kategoria
Humoreski

Smok

Za murami starego grodu wypiętrzały się ostrym konturem ponure skały ogołocone z wszelkiej roślinności. Dokoła pełno było grot, zapadlin, szczelin i przepaści. O zmierzchu nikt się tu nie zapuszczał, a w dzień tylko nielicznym śmiałkom starczyło na to odwagi. W olbrzymiej grocie mieszkał potwór straszliwy, ziejący siarką i ogniem.
Od murów miasta sunęła smutna procesja złożona z kilkunastu wojów zbrojnych w żelazo. Między nimi, krok za krokiem, szły dziewice. Nadszedł tragiczny sto jedenasty dzień roku, kiedy to gród miał obowiązek dostarczyć smokowi daninę złożoną z dwudziestu pięciu dziewic. Trwało to już od dziesiątków lat i nie znalazł się nikt, kto wybawiłby nieszczęsne miasto od tej okropności.
Kondukt zatrzymał się przed wejściem do groty. Dowódca wojów wysunął się naprzód i krzyknął:
- Hej! Potworze!
Echo poniosło po skałach, ale żaden głos nie odpowiedział tym słowom.
- Cip! Cip! Bydlątko! – zawołał ponownie dowódca. – Obiadek!
Znów tylko echo było jedyną odpowiedzią. Nagie dziewice drżały z chłodu. Woj wyrżnął tarczą i mieczem o ziemię i wrzasnął w głąb groty:
- Do jasnej Anielki, wyłazisz, czy sam mam się po ciebie pofatygować?!
- Idę – zahuczało niechętnie z jaskini.
Z otworu wychyliła się olbrzymia głowa potwora, który ziewnął i znudzonym wzrokiem potoczył po towarzystwie:
- Czego?
- Dziewice przyprowadziliśmy – odpowiedział dowódca straży.
Smok krzywym okiem spojrzał na posiłek.
- Strasznie tłuste! – poruszył ogonem. – Nie mam chęci! Idźcie wszyscy do diabła!
- No, no, nie pozwalaj sobie! – skarcił go woj. – Najlepsze dziewice naszego grodu!
- To co z tego, że najlepsze? Sami sobie zjedźcie! Czy nigdy wam nie przyszło do głowy, że mogę mieć ochotę na twarożek ze szczypiorkiem, albo na naleśniki z jabłkami?
Dowódca wojów odwrócił się do swoich ludzi.
- Niektórzy tutaj wybrzydzają – powiedział. – Nie mają apetytu na dziewice, naleśników im się zachciewa. Ile by tego trzeba było nasmażyć? Ze trzydzieści – czterdzieści tysięcy? Bzdura!
Potwór przestąpił z nogi na nogę.
- Od stuleci jem przeważnie dziewice. – skamlał. – Wrzodów na żołądku dostałem i czkawkę mam z nadkwasoty. Zwariować można. Zabierajcie swoje dziewice i do widzenia! A w ogóle to ja chcę wyginąć…
Dowódca straży zazgrzytał zębami.
- Jak ci tak skoro do wymarcia, to proszę bardzo. Hej, straże, drabina!
Najbliższy z wojów podbiegł z drabiną i przystawił ją do smoczego łba. Dowodzący wspiął się błyskawicznie na szczyt i jął intensywnie tłuc potwora w ciemię obosiecznym mieczem.
- Och! Umieram! – jęknął smok.
I umarł rzeczywiście. Baśń jest w tym miejscu właściwie skończona. Ludowe przypowieści uczyniły z dowódcy straży śmiałka o odwadze bez granic, lecz zgoła inna była rzeczywistość. Najpierw burmistrz grodu dał mu w gębę za zniszczenie jedynej w okolicy atrakcji turystycznej, a potem nadgorliwca skazano za znęcanie się nad zwierzętami na batożenie i łamanie kołem.
Tylko rajcowie miejscy odetchnęli z ulgą, kiedy zlikwidowano smoka, bo ostatnimi laty coraz trudniej było o paszę dla niego.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Zamach Awantura (widmo roku 2000)

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS