Sexisko
Wiosna zapowiadała się zwyczajnie, bez narowów i przyzwoicie, i zapewne tak by przebiegła, gdyby nie ten przykry wypadek, który wydarzył mi się właśnie pewnego wiosennego dnia.
Słonecznie było, kiedy zadowolony wyszedłem z pracy i lekko jak nigdy przedtem pomaszerowałem w dół ulicy. Doprawdy nic nie zapowiadało nieszczęścia i gdyby wtedy ktoś powiedział co mnie spotka, zaśmiałbym mu się w twarz.
W pewnej chwili dostrzegłem idącą w przeciwnym kierunku dziewczynę. Gdy zbliżyła się już dostatecznie blisko, zauważyłem idący wraz z nią sex. To słabo powiedziane sex, to było całe sexisko!
Ostrożnie skręciłem kilka kroków w prawo, ale na nic zdał się cały ten manewr. Sexisko dostrzegło mnie również. Przylgnąłem do muru, kiedy to wspaniale rozwinięte bydlę rzuciło mi się do gardła! Pod jego ciężarem upadłem na kolana, a dziewczyna zamiast odciągnąć je ode mnie, uśmiechnęła się tylko.
W rozpaczliwej szamotaninie usiłowałem ująć w ręce i okiełznać napastnika, ale okazało się to bezskuteczne. Był nieuchwytny. Wyślizgiwał się z rąk atakując coraz brutalniej z najmniej spodziewanych stron, gwałtownie i nachalnie.
- Na pomoc! – krzyknąłem głośno – Na pomoc!
Błagalnym wzrokiem popatrzyłem w ferworze walki na właścicielkę sexiska. Po uśmiechu poznałem, że z tej strony nie mogę oczekiwać pomocy. Dziewczyna była zadowolona z tego, że jej pupilek tak ostro i dzielnie mnie atakuje.
Myśli jak błyskawice przebiegły przez mój umysł. W końcu, chroniąc się przed coraz to nowymi i gwałtowniejszymi atakami, doszedłem do wniosku, że jedyna szansa ratunku, to bluff.
- Jestem żonaty! – wrzasnąłem, próbując się wydobyć spod przygniatającego mnie ciężaru.
Sexisko powstrzymało się na moment, nieufnie obwąchało moją rękę szukając obrączki, po czym gwałtownym ruchem wyszarpnęło spod marynarki dowód osobisty. Tego nie mogłem się spodziewać. Nie przypuszczałem, że może być aż tak przemyślne. Nie czekając chwili, kiedy dokładnie obwącha rubrykę „stan cywilny”, rzuciłem się do rozpaczliwej ucieczki. Usłyszałem tylko jak właścicielka sexiska rzuciła mu komendę.
- Bierz go!
Uciekałem co tchu w piersiach, krzycząc wniebogłosy:
- Na pomoc! Na pomoc!
Nikt się jednak z tym nie kwapił, co gorsza, dostrzegłem kilku jegomości uciekających tak jak ja i równie głośno domagających się pomocy.
- Niech pan ucieka! Niech pan ucieka! – krzyczał biegnący bliżej mnie. – Wiosna nadeszła i wszystkie sexiska zostały spuszczone ze smyczy! A zaraz za nimi nadlatuje sfora uzbrojonych po zęby Kupidynów! Niech pan ucieka! Będę pana osłaniał! Pan jest ode mnie młodszy! Padnij!
Upadłem w trawę, a tuż nad moją głową przeleciała z gwizdem świetlista strzała i z hukiem odłupała kawał stojącego obok drzewa. Kątem oka dostrzegłem jak mężczyzna, który mnie osłaniał, walczy osaczony przez sforę sexisk, wywijając okrutnego młyńca resztkami silnej woli. Ujadanie zaczęło cichnąć.
Ostrożnie uniosłem głowę z trawy, wstałem rozglądając się powoli. Cicho było. Nagły świst przeciął powietrze i uczułem silny ból pod sercem. Pancerz pewności siebie pękł jak gliniany garnek. Zachwiałem się i upadłem. Potem już nie pamiętam.
Jak znalazłem się tutaj, przed tym jegomościem w jaskółce z godłem na piersi – nie wiem. Wiem tylko, że nie jestem w stanie stąd uciec. Odniosłem ciężką ranę i jestem zbyt słaby, żeby ucieczka mi się udała. Zresztą sexisko waruje. Dopadnie mnie w trzech susach.

Brak komentarzy