JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
14.05.1967

Kategoria
Humoreski

Rebelia

W pewnym zachodniośrodkowym mocarstwie zaczęto obawiać się rebelii. Siły policyjne postawiono w stan pogotowia. Wokół pałacu prezydenta stanął silny kordon oddziałów wojskowych. Ostrożność posunięto do tego stopnia, że w prywatnym pisuarze prezydenta ustawiono ciężki karabin maszynowy, zaś wiceprezydent przed wyjazdem ze swojej rezydencji wkładał sztuczną brodę.

A wszystko zaczęło się od tego, że pewien nadporucznik, który był krótkowidzem nie zasalutował pewnemu majorowi z piechoty pancernej. Major doniósł o tym fakcie pułkownikowi, który był jego przełożonym. Ten, bojąc się odpowiedzialności, zameldował o tym generałowi, a generał doniósł feldmarszałkowi. Następnego dnia dowiedział się o tym prezydent.

- Tak panowie – powiedział prezydent. – To pachnie rebelią. Nadporucznik nie oddał honorów majorowi, a to może oznaczać tylko jedno – nie obawiał się skutków swego postępowania. Skoro się nie obawiał, miał ku temu powody. Zapewne jest związany z organizacją szykującą rebelię. Być może jest jej szefem.

Wszyscy pokiwali głowami. Prezydent miał rację, a to nie było wesołe.

Następnego dnia feldmarszałek zamknął się w swoim gabinecie.
- W razie rebelii warto mieć jakieś poparcie – pomyślał. Nie namyślając się długo napisał rozkaz awansu nadporucznika do stopnia pułkownika. Tego samego dnia wręczył nadporucznikowi szlify pułkownika.
Uścisnął przy tym nadporucznika nader serdecznie i kazał mówić sobie po imieniu.

Dowiedziawszy się o tym, prezydent zamknął się w swoim gabinecie.
- W razie rebelii lepiej być w zgodzie z jej przywódcami. Trzeba sobie zapewnić poparcie.
Nie myśląc długo wypisał przyznanie nadporucznikowi najwyższego odznaczenia państwowego. Na uroczystym bankiecie z udziałem wielu znakomitych osobistości i ambasadorów obcych mocarstw odznaczono nadporucznika Superkrzyżem. Prezydent ucałował serdecznie odznaczonego w oba policzki i wypił z nim bruderszaft. Dwa dni później nadporucznik mianowany został osobistym adiutantem feldmarszałka, zaś pensję podniesiono mu do wysokości pensji admirała. Następnego dnia w południe nadporucznik otrzymał od prezydenta wspaniałą nadmorską posiadłość. Wieczorem podniesiono mu stopień do generała. Dzień później stał się właścicielem kopalni złota, którą darował mu prezydent.
Dokładnie tydzień potem wybuchła rebelia. Prezydent i feldmarszałek zostali aresztowani. Nadporucznika zdegradowano do stopnia starszego szeregowca.

Dziś prezydent jest portierem w pewnym podrzędnym lokalu, a feldmarszałek dozorcą w niewielkim przedsiębiorstwie.
No cóż, fatalną rzeczą jest prowadzić krótkowzroczną politykę, a szczególnie politykę wewnętrzną.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Gubernator Aligator

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS