JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
28.08.1972

Kategoria
Humoreski

Potworny upał

Upał był straszny. Pot ściekał mi strużkami po czole. Koszulka przylgnęła do ciała. Była mokra niczym wyjęta z wody.
Oparłem się łokciem o ścianę altany i ze zgrozą spojrzałem na trawę. Wyrosła do monstrualnych rozmiarów. Od domu aż po horyzont ogrodu – wszędzie trawa. Wysoka na potężnego chłopa dawno przekroczyła granicę trawników. „Do licha – pomyślałem sobie. – Trochę zbyt długo nie kosiłem”.
A upał tężał. Powietrze gęstością przypominało ciepłą grochówkę. Leniwymi ruchami przejechałem kilka razy osełką po kosie. Powoli opuściłem ostrze i zacząłem ciąć. Przy trzecim ruchu uderzyłem w coś twardego. Delikatnie rozchyliłem gąszcz. To był duży szałas spleciony z traw. Wsunąłem się cicho do środka i … zdumiałem: mały, czarny jegomość podszczypywał uroczą gejszę we wzorzystym kimonie. Spostrzegłszy mnie przerwał pasjonujące zajęcie i podniósł dzidę dwa razy większą od niego.
- Panie wielki – przystawił mi grot do brzucha – nie uważa pan, że jest pan bezczelny?
- Uważam – stropiłem się nie na żarty.
- To dlaczego włazi pan do prywatnego mieszkania?
Otarłem ręką spotniałe czoło i rozejrzałem się dokoła.
- W taki upał człowiek sam nie wie co robi – rzekłem zmieszany. – A w ogóle panie mały, pańskie prywatne mieszkanie stoi w moim prywatnym ogrodzie.
- Nie jestem mały, tylko Pigmej. To raz! A dwamówi pan: W moim ogrodzie”. Co można o tej porze roku robić w prywatnym ogrodzie?
- Nic. Koszę trawę…
- Ma pan zdrowie. W taki upał. Mnie się nawet nie chce polować. Chociaż powinienem. Dziś rano zebu przemknęła przez gąszcza. Ładna sztuka. Trójkopytna.
- Trójkopytna?!
- A co pan chce? Żeby w taki upał biegały parzystokopytne?
Do szałasu wszedł człowiek w białej kurtce z białą skrzynką na ramieniu.
- Lody bambino! Lody bambino!…
- Dwie porcje – zamówił Pigmej. – To mój stały dostawca – zwrócił się do mnie podsuwając porcyjkę zatkniętą na patyk.
- A dla pani nie? – zapytał lodziarz.
- Nie! – odparł Pigmej. – Ona ma skłonności do tycia!
Za lodziarzem wsunął się do szałasu gepard. Miał cętki i dość głupi wyraz pyska. Przysiadł na tylnych łapach i zaskomlał. Pigmej zdenerwował się.
- Czego to bydlę znowu chce? – zwrócił się do swojej towarzyszki. – Tyle razy ci mówiłem, że nie życzę sobie żadnych kotów w domu.
– Niech pan tak na nią nie krzyczy – zaprotestowałem.
- Ona i tak nic nie rozumie. Pochodzi z prowincji Holagoga. Mówią tam bardzo złą japońszczyzną, której z kolei ja nie rozumiem.
Gepard usiadł w kącie i zajął się najświeższą prasą.
- On czyta? – zapytałem.
- Eeskądże. Szuka tylko zdjęć roznegliżowanych dziewcząt. Czasem jakąś krzyżówkę rozwiąże, o ile niezbyt trudna.
- Miło mi było poznać pana – rzekłem do Pigmeja. – Muszę wracać do pracy.
Pożegnaliśmy się serdecznie. Nagle poczułem silne szarpnięcie za ramię. Nade mną stała żona.
- Może byś zaczął wreszcie kosić trawę?
Opuściłem kosę i zacząłem ciąć. Przy trzecim ruchu uderzyłem w coś twardego. Rozchyliłem gąszcz. Upał tężał coraz bardziej…


1 komentarz

Wysłane przez
Hoko
18.08.2007 @ 12pm

Koniec sierpnia ma być pono upalny…


Napisz komentarz

Jaki ja właściwie jestem Ostatni letni pociąg

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS