Pegaz
Od dawna marzyłem o posiadaniu choćby niewielkiego pegaza, toteż kiedy dowiedziałem się, że akurat świeże nadeszły do Pegazozbytu, pobiegłem tam czym prędzej. Subiekt przerwał opiłowywanie paznokci i zlustrował mnie niechętnym wzrokiem.
- Słucham pana.
- Chciałem nabyć pegaza.
- A już pan nie chce?
- Nie, chcę w dalszym ciągu.
- To dlaczego mówi pan: chciałem?
- Tak jakoś mi się powiedziało. Słyszałem, że właśnie nadeszły.
- Dobrze pan słyszał. Przydział ze Związku Literatów pan ma?
- Mam.
- Prawo jazdy?
- Mam. Trzeciej kategorii. Amatorskie.
- Ubezpieczenie pegazocasco pan ma?
- Mam.
- Są tylko małolitrażowe.
- Tym lepiej – ucieszyłem się. – Nie byłbym w stanie utrzymać wielkiego.
- Pan pewnie początkujący – skrzywił się subiekt.
- Tak – odparłem – Prawo jazdy zrobiłem zaledwie kilka dni temu.
- To widać. Chodź pan obejrzeć jaką sztukę.
W olbrzymim garażu na zapleczu stało kilkanaście pegazów. Od razu spodobał mi się mały bułanek stojący w kącie.
- Niech się pan tak na niego nie gapi – mruknął subiekt. – Wybrakowany. Brak mu jednego skrzydła. Z tych pan może wybrać.
Zachwycałem się każdym. Przechodziłem od jednego do drugiego, żeby nasycić wzrok widokiem. Subiekt stał przy ścianie i kręcił palcami młynka. Od czasu do czasu rzucał jakąś uwagę.
- Ten nie dla pana – powiedział, kiedy stanąłem przy pięknym gniadoszu o wielkich rozłożystych skrzydłach. – Zarezerwowany dla pewnego sztandarowego poety.
W końcu zdecydowałem się na niewielkiego kasztanka. Subiekt wypisał rachunek.
- Nowe przepisy pan zna?
- Nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- To widać. Na niebie wolno poruszać się tylko w gumowych podkowach, żeby nie obdrapywać chmur. Na końcach skrzydeł muszą być zamontowane dodatkowe kierunkowskazy. No i tabliczki rejestracyjne na zadkach tylko według przedstawionych wzorów. Bezwzględnie musi pan przestrzegać wskazań krytyków ustawionych na co ważniejszych skrzyżowaniach. Kobiet też niech pan nie wozi. Lepsi jeźdźcy od pana wozili, więc niech pan się nie ośmiesza. W razie, gdyby pan stwierdził, że nie może pan go utrzymać i chciałby pan zarobkować jak na taksówce, musi się pan zgłosić w miejskim przedsiębiorstwie pegazowym w celu uzyskania licencji.
Opuściłem głowę, mojemu pegazowi oklapły skrzydła i z niesmakiem wyszliśmy obaj na ulicę.

1 komentarz