JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
12.10.1972

Kategoria
Humoreski

Ostatni letni pociąg

Na niewielkiej letniej stacyjce oczekiwałem ostatniego letniego pociągu. W ciepłym jeszcze powietrzu snuło się babie lato, a las po przeciwnej stronie toru grał pełną gamą barw. Lśniła ciemna zieleń, połyskiwał brąz, gdzieniegdzie jarzyło się złoto. Kontemplowałem właśnie ten przepyszny widok, gdy obok mnie na ławeczce usiadł niewysoki mężczyzna w konduktorskim mundurze. Westchnął marzycielsko i spojrzał w dal…
- Pan również oczekuje ostatniego letniego pociągu? – zapytał.
Od razu poczułem sympatię do tego smutnego człowieka. Było coś niezwykłego w jego tęsknym, zadumanym spojrzeniu.
- Tak – odrzekłem nadając głosowi ciepły ton. – Czekam na ten właśnie pociąg.
Mężczyzna uśmiechnął się w zamyśleniu.
- A ja – rzekł po krótkiej chwili – oczekuję każdego pociągu przybywającego na tę leśną stacyjkę. Niezależnie od pory roku, pogody i samopoczucia. Czekam aż o n a przyjedzie.
- Osoby długo oczekiwane zawsze w końcu przybywają – pocieszyłem go.
Popatrzył zamglonym wzrokiem na horyzont. Babie lato zwolna oplatało tablicę z nazwą stacyjki.
- Już dwa lata spędzam na oczekiwaniu – westchnął ponownie. – Przeklęte uczucie jesienne! Czy zechce pan wysłuchać mojej historii? – spojrzał na mnie z wyraźną nadzieją.
- Jeżeli tylko mógłbym być panu w czymś pomocny…
Podziękował mi łagodnym uśmiechem i zaczął bez ociągania:
- Jeszcze dwa lata temu obsługiwałem ten ostatni, letni pociąg. Prezentowałem się chwacko, a kleszcze w moich rękach raz po raz przecinały bilety podróżnych z właściwą gracją. Był dzień taki jak dziś. Wszedłem do przedziału dla niepalących i wtedy spostrzegłem j ą. Była opalona, we włosach miała jeszcze resztki babiego lata i pachniała wrzosem. Gdy wziąłem z rąk nieznajomej pasażerki ciepły kartonik do przecięcia, uczułem gwałtowną chęć przytulenia jej do serca. Zwolna ogarnęło mnie miłe, jesienne uczucie. Uniosła wzrok znad rozkładu jazdy i wtedy właśnie między nami nawiązała się nić sympatii. A wtedy ja…Och, przeklęte wynaturzenie profesjonalne!!! Wtedy ja zacisnąłem kleszcze i nić tę nieopatrznie przeciąłem!
W kącikach oczu nieznajomego zamigotały łzy.
- Był to błąd nie do naprawienia – ciągnął – Sytuację wykorzystał pewien pasażer z pierwszej klasy obdarzony wyglądem brutala. Prawie natychmiast powiązał się z nieznaną, a jakże mi bliską pasażerką, grubą nicią prymitywnych pożądań.
- Smutna jesienna opowieść – wyszeptałem.
- Niebaczna na łomotanie mego serca, unicestwiła moje sny. Kupido ze mnie drwi, gdy przesiaduję tu na tej ławeczce. Zmięty życiorys, zadra w sercu i oczekiwanie, to wszystko co pozostało mi po tamtej konduktorskiej zmianie. A tam łaknie jej ten cham, bez znajomości duszy dam.
- Pan mówi słowem wiązanym?
- Zawsze, kiedy wspominam tamte chwile, zaczynam mówić wierszem – odparł nieznajomy i westchnął: - O, piękna pasażerka przedziału mego serca, odjechałaś podmiejskim o siedemnastej trzydzieści siedem, zostawiając mnie między peronem a niebem.
Zamilkł na chwilę i spojrzał na wjeżdżający na stację ostatni, letni pociąg, z którego nikt nie wysiadł.
- Między peronem a niebem – powtórzył nieznajomy i oddalił się powoli, a ja pomyślałem z niechęcią o pani, która odjechała podmiejskim o siedemnastej trzydzieści siedem z panem o brutalnym wyglądzie. Wtedy odczułem chłodny powiew jesieni.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Potworny upał Koń w trampkach

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS