JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
24.12.1972

Kategoria
Humoreski

Koń w trampkach

Pewnego zdumiewająco świeżego poranka, na ulicach stolicy zdumiewająco małej prowincji N., pojawił się zdumiewający obrazek. Główną aleją miasta spokojnie spacerował koń w trampkach. Prychał wesoło chrapami, będąc wyraźnie dumny ze sznurowadeł zawiązanych w eleganckie kokardki.
Mieszkańcy stolicy prowincji N. przechodzili obok konia raczej obojętnie, stosując się do starego, ludowego porzekadła swoich przodków: „Co to kogo obchodzi, że koń w trampkach chodzi”. I nic zapewne nie wywołałoby sensacji, gdyby na balkonie pałacu należącego do zarządcy prowincji nie otwarły się z trzaskiem drzwi.
- Wasza Wysokość! – krzyknął w głąb komnaty pokojowiec o końskiej twarzy i w trampkach na nogach. – Przeciwnicy polityczni znów robią niejasne aluzje!
- Aluzje polityczne? – zdumiał się gubernator. – Ciekawe!
Przerwał zatem poranną gimnastykę i wraz z osobami towarzyszącymi wyszedł na balkon.
- Trampki na podeszwach z kauczuku - skonstatował po chwili milczenia. – Sznurowadła fantazyjne, a koń srokaczem czystej krwi arabskiej. Ciekawe, jak to rozumieć?
Zwierzę tymczasem skubało bratki ulicznego klombu. Minister do spraw Kontroli Użyteczności Dróg Publicznych, którego dowcip swoją lekkością przypominał zdrowego słonia, przemyślał wydarzenie dogłębnie i rzekł:
- Jeśli w tej prowincji konie chodzą w trampkach, osłom należy wdziać tenisówki.
Dwie sekundy później utracił tekę ministra, otrzymując w zamian nominacje na stanowisko, które pozwalało na dokładniejsze studiowanie obyczajów koni w trampkach. Został mianowany naczelnikiem miejskiej rzeźni. Bolesną stroną tej zmiany było to, że fotel naczelnika miejskich zakładów zarzynania nie upoważniał do goszczenia w gubernatorskiej willi. Toteż były minister opuścił ją sposobem najprostszym: spadł na rabaty znajdujące się pod balkonem i legł między gladiolami.
- Osioł w tenisówkach! – warknął bezosobowo gubernator. – Dureń! – i z lubością popatrzył na swoje stopy obute w białe pepegi.
Minister Wyżywienia Kalorycznego spojrzał z właściwą sobie bystrością w dół:
- Przypomina to cyrk. Odnosze wrażenie, że dają nam do zrozumienia, iż to, co robimy w tej prowincji, jest jednym, wielkim cyrkiem.
W chwilę potem objął stanowisko kierownika stoiska sprzedaży ryb żywych i solonych w sklepie na peryferiach miasta, po czym zajął miejsce na klombie w miłym towarzystwie naczelnika rzeźni miejskiej.
- Przejrzałem tę aluzję! – ucieszył się naraz szef gwardii pałacowej. – To jest przytyk do osobistej ochrony waszej wysokości. Dają nam do zrozumienia, że gwardziści zachowują się jak konie.
W samej rzeczy pałacowa gwardia chodziła w trampkach, żeby nie zakłócać spokoju właściciela pałacu. Za szczerość szef gwardii zleciał w klomb w stopniu stójkowego.
Do konia podszedł jakiś człowiek i ujął go za uzdę. Gubernator wychylił się z balkonu i przywołał go gestem.
- Powiedz mi, dobry człowieku, dlaczego ten koń chodzi w trampkach?
- Wasza wysokość – odparł właściciel ssaka – po prostu nie stać go na lakierki.
Gubernator zakrztusił się śmiechem, tracąc przy tym równowagę. Spoczął na klombie między stójkowym, naczelnikiem rzeźni i kierownikiem stoiska. Wypoczywając w gladiolach dostrzegł, że jego miejsce na balkonie zajął pokojowiec przebrany już w uniform zarządcy prowincji. Pokojowiec pokiwał mu przyjaźnie dłonią:
- Wasza była wysokość musi przyznać – zawołał do eksgubernatora – że do upadku doprowadziło go końskie poczucie humoru.
 - To prawda – westchnął zapytany – rasowy polityk nie powinien dziwić się byle koniowi w trampkach. Mam jednak nadzieję – dodał – że i ty się kiedyś zadziwisz.
I jął przemyśliwać skąd by można pożyczyć słonia na wrotkach.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Ostatni letni pociąg Wieczór wigilijny

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS