JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
11.04.1971

Kategoria
Humoreski

Inwazja seksu

Potworny huk przetoczył się przez powietrze. Zadrżały mury, wyleciało z brzękiem kilka szyb. Przywarłem gwałtownie do ściany i zbladłem. W tym momencie nie mogłem już mieć żadnych wątpliwości. Rozpoczęła się inwazja sexu. Straszliwy huk dał się słyszeć ponownie z jeszcze większą mocą. Wtulony w załom muru obliczyłem za pomocą sekundnika, że naziemną sexplozję przeprowadzono trzy kilometry ode mnie. Ostry zapach perfum przyniesiony podmuchem powietrza podrażnił mi nozdrza.
Ostrożnie, krok po kroku, tuż przy murze, posuwałem się w kierunku domu. Teraz wreszcie zrozumiałem w jakim celu dziesiątki czasopism drukowało fotografie pełne kuszących krągłości, kopy wystylizowanych przez naturę kształtów, mniej lub bardziej wydatnych. Zrozumiałem, że nie chodziło tu o zaspokojenie potrzeb estetycznych, cieszenie wzroku pięknem, lecz była to przemyślana dogłębnie wojna psychologiczna, od dawna zaplanowana i realizowana ze straszliwą dokładnością. Wpadłem do pustej bramy mego domu. Cicho wsunąłem się do mieszkania. Delikatnie otwarłem drzwi łazienki i zbladłem! Obraz jaki ujrzałem uświadomił mi, że moja żona w tej wojnie jest aktywnym członkiem piątej kolumny. Niezwykłe podobieństwo jej kształtów do tych jakich używano w propagandzie przeciwnika zdjęło mi zasłonę z oczu. A więc i ona do nich należała!
Z krzykiem przerażenia wybiegłem na ulicę. Przy ścianie stała grupka mężczyzn powiewających białą płachtą. Narastający świst dobiegł mnie nagle gdzieś z boku. Padłem na chodnik. Tuż nade mną przeleciała eskadra odrzutowych biustów. W głębi ulicy dostrzegłem barykadę, zza której broniło się kilkunastu wymizerowanych, prawdziwych mężczyzn. Na barykadę równymi czwórkami maszerowały mini spódniczki. Barykada z resztek silnej woli była gęsto rażona pociskami. Wiedziałem: nie wytrwa długo.
Z okna drugiego piętra dzielnie ostrzeliwał się jakiś zatwardziały, stary kawaler. Widać było z jego twarzy, że nie ma chęci ustąpić nawet o cal. Ale nie trwało to dłużej niż chwilę. Trzeci z kolei podmuch sexplozji zniósł barykadę i stanowisko samotnego obrońcy.
A sex wdzierał się wszędzie. Wystarczyło spojrzeć na kształt zwykłej bułki, na profil tak pospolitego owocu jak gruszka!
Nagle poczułem, że ktoś wykręca mi ręce do tyłu. Odwróciłem się. Patrol czterech pięknych kobiet uzbrojonych w te straszną, niezawodną broń, kładł na mnie areszt. Podniosłem ręce do góry i pod lufą sexostrzelnego karabinu doprowadzono mnie na posterunek. Dano mi od razu w pysk, żebym sobie za wiele nie myślał i przez najbliższy dzień i noc zmiękczano moją silną wolę. W końcu skapitulowałem i zostałem tym, czym jestem. To znaczy kolaborantem.


Komentarzy: 2

Wysłane przez
Kuba
31.07.2007 @ 4pm

Oj! Pokolaborowałoby się :D


Wysłane przez
Dominik
31.07.2007 @ 4pm

Oj tu chyba nie ma problemu…


Napisz komentarz

Pegaz Zamach

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS