JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
21.01.1967

Kategoria
Humoreski

Gubernator

Dziś nasze miasto przeżywa swój wielki dzień. Przyjeżdża gubernator. Ulice przystrojone są flagami, wspaniałymi girlandami i różnokolorowymi wstęgami. Na rynku ustawiono podium, a na nim fotel dla gubernatora.

Burmistrz ze zdenerwowaniem powtarzał po raz trzydziesty pierwszy słowa przemówienia. Tłum ludzi ze zniecierpliwieniem oczekiwał przyjazdu wielkiego gościa. Tylko gwardia honorowa stała nieporuszona, jakby nie interesowała się niczym.
Nagle rozległ się krzyk: Jedzie!!! Tłum zafalował. Po kilku chwilach w asyście dragonów wjechała na rynek kuta złotymi gwoździami kareta. Huknął salut z dział. Gwardia honorowa sprezentowała broń. Drzwi karety otwarły się i wyszedł gubernator.

- Niech żyje!! Niech żyje!! – rozległ się głos rozentuzjazmowanego tłumu.

Burmistrz z gracją wprowadził gościa na podium. Tłum uciszył się. Burmistrz z przejęciem zaczął przemówienie:

- Dziś jest wielki dzień naszego miasta. Ja, burmistrz, rada miejska i wy zacni mieszczanie z radością i ze zniecierpliwieniem oczekiwaliśmy tego dnia, kiedy jego wspaniałość zaszczyci naszą skromną mieścinę swoją szlachetną osobą. Azaliż nie dzieje się to tak, jakby Słońce nawiedziło Ziemię, a porównanie to nic a nic nie jest przesadzone…

- Gubernator jest świnią!! – ten głos rozległ się z tłumu.

Burmistrz zadrżał. Nieznacznie kiwnął głową w kierunku wachmistrza policji. Gdzieś w końcu tłumu zakotłowało się. Krzykacz był ujęty. Burmistrz mówił dalej:

- Jego wspaniałość to dla nas więcej niż Słońce. Jego wspaniałość to dla nas cudowny eliksir życia, jak woda dla spragnionego i chleb dla głodnego.

Gubernator uśmiechnął się do zmarzniętych dziewczynek ubranych w stroje ludowe. Nagle wśród ciszy rozległ się tętent końskich kopyt. Na rynek wpadł jeździec w barwach prezydenta. Podjechał do podium, po czym wyciągnąwszy zza pasa rulon opieczętowany pieczęcią prezydenta zaczął czytać:

„My miłościwie panujący prezydent podajemy do wiadomości, że z dniem dzisiejszym gubernator piątej prowincji zostaje zdymisjonowany. Podpisano: ja, prezydent.”

Goniec zwinął rulon i wśród ciszy wyjechał z rynku. Kiedy zniknął za za¬krętem, rozległy się gwizdy. Burmistrz wyprostował się, popatrzył z góry na tłum, po czym szybkim ruchem zrzucił gubernatora ze złoconego fotela.
Z rozmachem kopnął go w tyłek. Tłum zaczął ryczeć.

- Dać mu w mordę! Napluć mu w twarz! Gubernator kretyn!! Bałwan !! Skuć mu pysk !! Podbić mu oko!!

Wszystkie życzenia tłumu burmistrz spełniał natychmiast. W pewnej chwili zatrzymał się, obciągnął frak i podniósł rękę. Tłum ucichł. Burmistrz zaczął mówić:

- Jesteśmy oto świadkami historycznej chwili, kiedy nowa, światła myśl polityczna zaczyna zwyciężać, kiedy nowa wspaniała filozofia zaczyna dawać cudowne owoce. Pozwólcie zatem, zacni mieszczanie, że w waszym imieniu wręczę ten order człowiekowi, który w czasach wielkiego zacofania, ciemnoty politycznej ośmielił się powiedzieć nam czystą, nieskalaną, dziewiczą prawdę.

Policjanci wśród wiwatującego tłumu nieśli człowieka, który krzyknął, że gubernator to świnia.


1 komentarz

Wysłane przez
Adam Klimowski
14.06.2007 @ 6pm

To lubię- pokazanie długiego procesu w jego krótszej formie.


Napisz komentarz

Rebelia

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS