Dyktator
Dyktator ziewnął, po czym z całą premedytacją splunął na puszysty dywan. Znudzonym wzrokiem potoczył po komnacie pełnej drogocennych staroci. Znów ziewnął i zaczął dłubać w nosie. Sprawiało mu to przyjemność, bo na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wielkie drzwi otwarły się i wszedł zaufany lokaj.
- Wasza Miłościwa Łaskawość, przyszedł Wielki Mistrz Policji i Naczelny Głównodowodzący Wódz – powiedział, głęboko się kłaniając.
- Wpuścić – odparł dyktator i dalej dłubał w nosie.
Po chwili weszli dwaj mężczyźni ubrani w szyte złoconymi nićmi mundury. Trzy kroki przed podestem, na którym siedział dyktator, zatrzymali się wyprężeni jak struny. Dyktator nadal dłubał w nosie.
- No i cóż panowie? – zapytał stojących przed nim dygnitarzy.
Wielki Mistrz Policji poruszył sumiastymi wąsami. Naczelny Wódz zaczął zezować lewym okiem w prawo. Nie umieli odpowiedzieć na to pytanie.
- Nudy, straszne nudy – odparł sam sobie dyktator.
- Tak – westchnął Naczelny Wódz – Żadnego spisku, rebelii, powstania, nawet małego maleńkiego bunciku.
Wielki Mistrz Policji westchnął także i otarł pot z czoła. Dyktator się nudził, więc mogło być fatalnie dla nich obydwóch.
- A może by tak kogo rozstrzelać? – zaproponował cichutko Naczelny Wódz.
- Ee – skrzywił się dyktator, pracowicie dłubiąc w nosie.
- To może byśmy kogoś powiesili? – zapytał nieśmiało Wielki Mistrz Policji.
-Ee – skrzywił się dyktator.
Łydki pod Wielkim Mistrzem Policji i pod Naczelnym Głównodowodzącym Wodzem zaczęły dygotać. Dyktator dłubie w nosie, to znaczy, że się nudzi i może zrobić przesunięcia w rządzie. Nagle Naczelnemu Wodzowi przyszła do głowy zbawienna myśl. Słabością dyktatora były kobiety.
- A może byśmy pojeździli po okolicznych wioskach i pogwałcili sobie trochę? – zaproponował przymilnie.
Dyktator skrzywił się z niesmakiem.
- Panowie, zaproponujcie coś naprawdę interesującego. Przecież to, co chcecie żebyśmy robili, setki razy już robiliśmy.
I nadal dłubał w nosie. Lokaj wniósł tacę ze spirytualiami.
- Napijmy się za demokrację. To jest jednak wspaniała rzecz – powiedział dyktator.
Wielki Mistrz Policji i Naczelny Wódz odetchnęli z ulgą. Nie było tak źle.
- Wasza Miłościwa Łaskawość, może urządzilibyśmy orgię? – zapytał Naczelny Wódz.
-Nie. To jest takie nudne. Nic tylko rozebrane kobiety – skrzywił się dyktator. – Myślę, że dawno nie wprowadziliśmy żadnej reformy. Trzeba nad tym pomyśleć. Macie panowie jakieś projekty?
Naczelny Wódz zaczął znów zezować lewym okiem w prawo, a Wielki Mistrz Policji poruszył sumiastymi wąsami. Nie byli najmocniejsi w polityce reform podatkowych. Dyktator uśmiechnął się z pobłażaniem.
-Proszę wezwać ministra do Spraw Co Najmniej Ważnych – rzekł do lokaja.
Chwilę później minister zginał się przed nim w głębokim ukłonie.
- Właśnie myślimy nad nową ustawą, tylko nie wiemy jeszcze jaką – rzekł dyktator – Czy ma pan jakieś projekty?
- Oczywiście, Wasza Miłościwa Łaskawość – odparł dwornie minister – Właśnie przygotowałem projekt ustawy o podatki od deszczu. Skoro na pole chłopa spadnie deszcz, będzie miał większe plony i będzie mógł zapłacić podatek.
Dyktator zaklaskał w dłonie.
- Doskonale! Doskonale! Należy się panu, panie ministrze podwyżka pensji!.
- Wszystko dla Waszej Miłościwej Łaskawości – odpowiedział minister – Chcę jeszcze zapytać Waszą Miłościwą Łaskawość co zrobić z tymi pięćdziesięcioma chłopami, którzy zalegają z podatkami?
- Ach mój drogi! – żachnął się dyktator – To co zwykle – galery!
W tym samym czasie pewien człowiek przyszedł pod główną bramę pałacu dyktatora i zrobił tam kupkę. Nienawistnie spojrzał na pałac i z miną kogoś, kto spełnił swe wielkie posłannictwo, odszedł.
Bo ten człowiek nie znosił dyktatorów.

Brak komentarzy