JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
25.08.1967

Kategoria
Humoreski

Dyktator

Dyktator ziewnął, po czym z całą premedytacją splunął na puszysty dywan. Znudzonym wzrokiem potoczył po komnacie pełnej drogocennych staroci. Znów ziewnął i zaczął dłubać w nosie. Sprawiało mu to przyjemność, bo na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wielkie drzwi otwarły się i wszedł zaufany lokaj.

- Wasza Miłościwa Łaskawość, przyszedł Wielki Mistrz Policji i Naczelny Głównodowodzący Wódz – powiedział, głęboko się kłaniając.
- Wpuścić – odparł dyktator i dalej dłubał w nosie.

Po chwili weszli dwaj mężczyźni ubrani w szyte złoconymi nićmi mundury. Trzy kroki przed podestem, na którym siedział dyktator, zatrzymali się wyprężeni jak struny. Dyktator nadal dłubał w nosie.

- No i cóż panowie? – zapytał stojących przed nim dygnitarzy.

Wielki Mistrz Policji poruszył sumiastymi wąsami. Naczelny Wódz zaczął zezować lewym okiem w prawo. Nie umieli odpowiedzieć na to pytanie.

- Nudy, straszne nudy – odparł sam sobie dyktator.
- Tak – westchnął Naczelny Wódz – Żadnego spisku, rebelii, powstania, nawet małego maleńkiego bunciku.

Wielki Mistrz Policji westchnął także i otarł pot z czoła. Dyktator się nudził, więc mogło być fatalnie dla nich obydwóch.

- A może by tak kogo rozstrzelać? – zaproponował cichutko Naczelny Wódz.
- Ee – skrzywił się dyktator, pracowicie dłubiąc w nosie.
- To może byśmy kogoś powiesili? – zapytał nieśmiało Wielki Mistrz Policji.
-Ee – skrzywił się dyktator.

Łydki pod Wielkim Mistrzem Policji i pod Naczelnym Głównodowodzącym Wodzem zaczęły dygotać. Dyktator dłubie w nosie, to znaczy, że się nudzi i może zrobić przesunięcia w rządzie. Nagle Naczelnemu Wodzowi przyszła do głowy zbawienna myśl. Słabością dyktatora były kobiety.

- A może byśmy pojeździli po okolicznych wioskach i pogwałcili sobie trochę?
– zaproponował przymilnie.

Dyktator skrzywił się z niesmakiem.

- Panowie, zaproponujcie coś naprawdę interesującego. Przecież to, co chcecie żebyśmy robili, setki razy już robiliśmy.

I nadal dłubał w nosie. Lokaj wniósł tacę ze spirytualiami.

- Napijmy się za demokrację. To jest jednak wspaniała rzecz – powiedział dyktator.

Wielki Mistrz Policji i Naczelny Wódz odetchnęli z ulgą. Nie było tak źle.

- Wasza Miłościwa Łaskawość, może urządzilibyśmy orgię? – zapytał Naczelny Wódz.
-Nie. To jest takie nudne. Nic tylko rozebrane kobiety – skrzywił się dyktator. – Myślę, że dawno nie wprowadziliśmy żadnej reformy. Trzeba nad tym pomyśleć. Macie panowie jakieś projekty?

Naczelny Wódz zaczął znów zezować lewym okiem w prawo, a Wielki Mistrz Policji poruszył sumiastymi wąsami. Nie byli najmocniejsi w polityce reform podatkowych. Dyktator uśmiechnął się z pobłażaniem.

-Proszę wezwać ministra do Spraw Co Najmniej Ważnych – rzekł do lokaja.
Chwilę później minister zginał się przed nim w głębokim ukłonie.

- Właśnie myślimy nad nową ustawą, tylko nie wiemy jeszcze jaką – rzekł dyktator – Czy ma pan jakieś projekty?
- Oczywiście, Wasza Miłościwa Łaskawość – odparł dwornie minister – Właśnie przygotowałem projekt ustawy o podatki od deszczu. Skoro na pole chłopa spadnie deszcz, będzie miał większe plony i będzie mógł zapłacić podatek.

Dyktator zaklaskał w dłonie.

- Doskonale! Doskonale! Należy się panu, panie ministrze podwyżka pensji!.
- Wszystko dla Waszej Miłościwej Łaskawości – odpowiedział minister – Chcę jeszcze zapytać Waszą Miłościwą Łaskawość co zrobić z tymi pięćdziesięcioma chłopami, którzy zalegają z podatkami?
- Ach mój drogi! – żachnął się dyktator – To co zwykle – galery!

W tym samym czasie pewien człowiek przyszedł pod główną bramę pałacu dyktatora i zrobił tam kupkę. Nienawistnie spojrzał na pałac i z miną kogoś, kto spełnił swe wielkie posłannictwo, odszedł.
Bo ten człowiek nie znosił dyktatorów.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Aligator Jak ukatrupić pomysł literacki

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS