JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
15.05.1973

Kategoria
Humoreski

Bitwa nad Allelują

Bitwa nad niewielką rzeczką Allelują nie przeszła do historii. Za to kronikarze obu walczących stron zdrowo oberwali po pyskach, które , nawiasem mówiąc, nie były doskonałymi egzemplarzami męskiej urody.
Myliłby się jednak ten, kto by przypuszczał, że lanie, jakie im zgotowano było dziełem żołnierzy wojsk przeciwnika. Zgoła inaczej rzecz się miała a i tak powinni oni dziękować losowi, że na tym się jeno skończyło, bo poniektórzy wojacy przebąkiwali o suchych gałęziach, albo wręcz o czymś gorszym znacznie.
Zdarzenia zaś miały się następująco:
Nad niewielką rzeczką Allelują z jednej strony nadciągały dwa bataliony łuczników, cztery pułki kuszników, sześć szwadronów ciężkiej jazdy i ponoć nieco dragonii. Z drugiej strony brzegu stanęły trzy bataliony tarczowników, pułk łuczników, sześć pułków miotaczy kamieni, batalion sanitarny oraz kilkudziesięciu kirasjerów z armatą, o której nie warto wspominać, bo i tak ją rozdymało po każdym wystrzale.
Gdy padła komenda: „Do boju gotuj się!” – walczące strony zwarły szeregi. Kusznicy i łucznicy napięli cięciwy, błysnęły szable kirasjerów i jedyna armata, a lance dragonów opadły tuż nad końskie łby. Wodzowie obu stron wysunęli się na czoło i już, już obie potęgi miały runąć na siebie, kiedy wódz po lewej stronie rzeczki powstrzymał swoich ruchem ręki.
- Czy mogę o coś zapytać? – wrzasnął w kierunku drugiego brzegu.
- Kto pyta nie błądzi! – odpowiedział wódz z tamtej strony.
- Chciałem się tylko jednego dowiedzieć. – O co wam właściwie chodzi?
Wódz z prawego brzegu Allelui wzruszył ramionami.
- Dokładnie nie wiem. Nie obracam się w sferach dworskich, ale opowiadano, że wasz ambasador odwrócił się tyłem do naszego księcia pana w czasie audiencji.
- Coś podobnego – zdumiał się wódz z lewej strony rzeczki.
- Tak, tak. Ten ramolowaty tetryk, który nami włada, zawsze był diablo obraźliwy. Osobiście nie widzę nic niewłaściwego w zadku ambasadora.
- Rzeczą nie do ukrycia jest fakt, że nasz ambasador zawsze miał maniery nieokrzesanego kołka – stwierdził dobitnie wódz po lewej stronie Allelui a odwracając się do swoich żołnierzy, ryknął:
- Chce się wam chłopcy?!
- G…o tam!!
Podobną w sformułowaniu odpowiedź, lecz w treści jeszcze mniej nadającą się do przytoczenia, usłyszał od swego żołnierstwa wódz z prawego brzegu.
Huknęło zdrowo po obu stronach rzeczki, echo poniosło do taborów, ale nie grzmiały to muszkiety, ani jedyna armata, lecz szpunty od beczek z piwem. Obie armie przemieszały się, jędrny śmiech wypełnił dolinkę Allelui i słychać było bulgot piwa przelewanego do kubków.
Nagle wszystko ucichło. Oczy wodzów i wojów zwróciły się ku dwóm jegomościom, którzy dzielnie skrobali coś w pergaminach. Podszedł do nich jeden z żołnierzy, wyszarpnął spod gęsich piór pergaminy i jął na głos czytać:
- Starły się nad rzeczką Alleluja dwie armie olbrzymie. Ustawione na wzgórzach ryczały armaty. Trup padał gęsto, lecz żadna ze stron o pardon prosić nie myślała. Wodzowie na białych koniach buławami kierowali nieśmiertelnych rycerzy swoich na śmierć i „bij zabij” głośne szło po zwartych szeregach…
Wódz po lewej stronie wstał powoli, przeciągnął się aż w stawach zatrzeszczało i rzekł:
- Coś mi się widzi, że ktoś tu zaraz w pysk brać będzie!
- Prawdę mówisz – potwierdził wódz z prawej strony i sięgnął po korbacz.
Co się działo dalej – nie ma potrzeby opisywać. Obaj skrybowie obici jak ulęgałki czmychnęli z pola niedoszłej bitwy, a po powrocie wojsk na zimowe leża obu książętom też się niezgorzej oberwało.
I choć dziejopisowie milczą na temat Allelui - celu nie osiągnęli, bo jakże często przekorna pamięć ludzka sięga po to, co w historii pomijane jest milczeniem, niźli po to, co kroniki na plan pierwszy wytykają.


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Następca tronu Alechmik

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS