Awantura w piekle
To, że wzięto mnie do piekła wcale mnie nie zdziwiło, bo nie prowadziłem życia pustelniczego ani bogobojnego. Przyznać trzeba, że zajęli się mną grzecznie, bez ociągania i uprzejmie. Podszedł do mnie taki facet z rogami, ukłonił się i przeprosiwszy za fatygę zmierzył mnie miarką krawiecką. Kiedy skończył, ukłonił się jeszcze raz i krzyknął w długi korytarz:
- Czwórka męska. Kocioł emaliowany, wysokoprężny.
Mile połechtało to moją próżność, bo wokół widziałem zwykłe, żelazne kotły. Sprowadzono mnie piętro niżej. Facet, który mnie prowadził, skłonił się znowu i eleganckim gestem wskazał duży, emaliowany kocioł.
- Zechce pan zająć miejsce.
Wlazłem do kotła i czekałem co dalej. Jakiś dyżurny diabeł przyniósł naczynie pełne parującej smoły. Zajrzałem do tego naczynia i ogarnął mnie gniew.
- Więc to ma być wysokogatunkowa smoła, którą zastrzegłem sobie w cyrografie?! To jest zwyczajny dziegieć i to na dodatek źle przygotowany!! Nie mam zamiaru smażyć się w tym paskudztwie!
Dyżurny diabeł speszył się. Popatrzył na mnie z wyrzutem i wyszedł. Wrócił po chwili z tym, który mnie przyprowadził.
- Pan wybaczy – powiedział ten drugi – ale mamy trudności z dostawami wysokogatunkowej smoły. Dziegieć stosujemy jako środek zastępczy.
- Nic mnie to nie obchodzi! – wrzasnąłem. – Żądam wysokogatunkowej smoły i w ogóle chcę się widzieć z Belzebubem!
Spełniono moje życzenie. Belzebub ukłonił się grzecznie, przeprosił za niezaradność swych podwładnych i rzekł:
- Pan wybaczy, ale nie możemy dostarczyć wysokogatunkowej smoły pod pański kocioł. Kooperacja nawaliła. Jeśli pan pozwoli, w zamian podwyższymy panu temperaturę.
Zgodziłem się. Kilku młodych diabłów rozpoczęło pracę. Po kwadransie ogarnęła mnie złość. Trząsłem się z zimna, szczękałem zębami a kocioł był zimny. Wezwałem dyżurnego diabła.
- Co to znaczy?! – wrzasnąłem. – Nie dość, że nie ma smoły i smażycie mnie w jakimś świństwie, to jeszcze zimno tu u was jak w lodówce?! Ja mam delikatny organizm, mogę dostać kataru, albo zapalenia płuc!
Dyżurny diabeł skłonił się przepraszająco:
- Niestety, mamy również kłopoty z fachowcami. To są praktykanci i niezbyt jeszcze umieją obchodzić się z wysokoprężnymi kotłami.
- Ach tak! Jeżeli w ciągu dziesięciu minut nie otrzymam dobrej smoły i fachowca do obsługi, to idę do nieba!!
Groźba pomogła. Otrzymałem wysokogatunkową smołę, zaś mój kocioł był obsługiwany przez samego Belzebuba. Dyżurny diabeł nachylił się i szepnął mi na ucho:
- Nasz klient, nasz pan. Sam naczelnik zgodził się obsługiwać pana, a smołę otrzymał pan z jego prywatnych oszczędności. Mam nadzieję, że pan doceni nasze poświęcenie.
Teraz wszystko jest w najlepszym porządku. Smażę się w najlepszej smole, mam najlepszy kocioł, a pod nim najwyższą temperaturę.
Dlaczego akurat o mnie tak zadbano? Pst! Mam szerokie wpływy w niebie.

1 komentarz