Aligator
Pewnego dnia w sklepie nabiałowym kupiłem jajko. Właściwie jeść mi się nie chciało, więc schowałem jajko do lodówki. Kupując je wydało mi się trochę dziwne, jakby za duże. Jakież było moje zdziwienie następnego dnia , kiedy otworzywszy lodówkę spostrzegłem zamiast jajka tylko dwie skorupki, zaś obok – malutkiego jaszczura. Po dłuższych rozważaniach postanowiłem pozostawić go w domu. Aligator zaczął rosnąć.
Zrobiłem mu legowisko pod łóżkiem, a kiedy chciał się kąpać napuszczałem wody do wanny. Po pewnym czasie żeśmy się do siebie przywiązali. Kiedy wracałem po pracy aligator czekał na mnie we drzwiach i merdał ogonem. Później zacząłem chodzić z nim na spacery, prowadząc go na smyczy.
Któregoś dnia postanowiłem wziąć go do biura. Zrobiło mi się żal biednego gada, że przez tyle godzin musi być sam w domu. W tramwaju jechałem nader wygodnie, bowiem nie było tam nawet konduktorki. Natomiast w biurze wybuchł popłoch. Dopiero kiedy powiedziałem, że nie ma powodów do obaw, że to jest zupełnie uczciwy aligator, nieco się uspokoiło. Pracowałem, a mój gad leżał spokojnie obok biurka i drzemał. W południe wezwał mnie szef. Kiedy z drżącym sercem usiadłem naprzeciw niego, zaczął:
- Drogi panie!!! Co pan…
Tu przerwał i zbladł. Dokończył niemal szeptem:
- Co by pan powiedział na niewielką podwyżkę, o pięćset złotych?
Zaniemówiłem z wrażenia.
- Ależ co ja powiedziałem?!! – poprawił się natychmiast szef. – Chciałem powiedzieć tysiąc złotych!.
- Doprawdy, dziękuję panie dyrektorze…
- Właśnie przed chwilą otrzymałem wiadomość, że w Sopocie zarezerwowano dla naszej instytucji jedno miejsce na lipiec. Panu należy się ono, panu najbardziej potrzebny jest wypoczynek.
Teraz dopiero spostrzegłem, że mój aligator wczołgał się za mną i wlepiwszy ślepia w mego dyrektora kręcił przednimi łapami młynka.
Od tej chwili moje życie zmieniło się zupełnie. Otrzymywałem regularnie premię, bezpłatne urlopy, co ciekawsze delegacje. Wkrótce dostałem awans, przeniesiono mnie do ministerstwa. Nawet moi najzacieklejsi wrogowie z daleka mi się kłaniali. Kupiłem sobie samochód, zacząłem budować willę. Pewnego dnia jednak mój aligator zdechł. I wszystko się znów zmieniło. Wrogowie stali się bardzo zaciekli, przyjaciele przestali mi się kłaniać, dochodami zainteresował się urząd podatkowy. Zaczęto mówić, że jestem skończony.
Któregoś dnia otrzymałem przesyłkę. Otwarłem pudło, a w oczach stanęły mi łzy szczęścia. Na dnie leżał zwinięty w kłębek mały boa dusiciel.

Komentarzy: 5