JerzyNowosad.org zadebiutował w „Karuzeli” 2/242 styczeń 1967 więcej...

Opublikowano
15.07.1973

Kategoria
Humoreski

Alechmik

Marszałek dworu po trzykroć stuknął laską i zaanonsował tubalnie:
- Alchemik waszej wysokości!
Do tronu zbliżył się człowiek rosły, o twarzy szlachetnej i pięknych rysach. Książę obrzucił przybyłego znudzonym wzrokiem i rzekł:
- Już sześć lat jesz mój chleb, pijesz moje wino i straże moje twych komnat pilnują. Od lat sześciu skarbnik wypłaca ci dukaty i sługi do posług dostałeś. Dziś rad bym wiedzieć, jakie są wyniki twojej pracy, a moich o ciebie starań. Rzeknij alchemiku: otrzymałeś już złoto w czystej postaci?
Przybysz skłonił się z powagą, zamiatając posadzkę kapeluszem strojnym w strusie pióra.
- Panie – odrzekł. – Dzięki ci za twoje starania, sługi i dukaty. Ale ze smutkiem muszę ci oznajmić, że to co było celem doświadczeń – złoto, nie zostało przeze mnie uzyskane.
Książę pan skrzywił się zawiedziony i ciężko westchnął. Alchemik skłonił się ponownie.
- Chciałbym cię jednak powiadomić, panie, o innym moim wynalazku, nie mniej ciekawym niż odkrycie kamienia filozoficznego czy eliksiru wiecznej młodości.
Władca uniósł wysoko głowę a i dworacy pilnie nadstawili uszu.
- Udało mi się uzyskać ludzką głupotę w czystej postaci.
Kniaź rozwarł usta ze zdziwienia i w tym niezbyt inteligentnym grymasie trwał przez chwilę.
- Więc powiadasz ?…
- Tak, panie! Pozwól, że odpowiem nim zapytasz. Każdego z twych poddanych potrafię ocenić czy głupcem jest, czyli mądrym i za pomocą doświadczeń skomplikowanych rzecz tę wykazać najprawdziwiej.
- I z każdym tę rzecz uczynić potrafisz? – zdumiał się książę. – Niezależnie od jego stanu, majątku, przekonań i bez ukrzywdzenia badanej persony?
- Rzekłeś, o panie!
- Nuże zatem, wykaż mi zaraz jakim jest mój marszałek dworu!
Książę pan, alchemik i dwór cały podążyli do komnat mistrza. Marszałek dworu wsadził nos do kulistej bańki, zaś alchemik preparaty jakoweś przygotowywał, w retortach mieszał, aż swąd wypełnił pomieszczenie.
Po jakimś czasie książę pan ujrzał w rękach mistrza sporą garść rdzawego proszku.
- Panie – zwrócił się alchemik do władcy. – Nawet z osła dałoby się tyle głupoty wykrzesać.
- Zdumiewające – zawołał kniaź. – Mistrzu, czyń więc dalej swoje eksperymenta i przebadaj mi małżonkę moją, księżną panią.
Alchemik zawahał się.
- Czy to wypada, wasza wysokość?
- Skoro ci rozkazuję, czyń to!
Po dwóch kwadransach doświadczeń alchemik smutno zwiesił głowę. Książę zachichotał:
- Nuże, śmiało!
- Tak jest, panie. Księżna pani, to z grubsza rzecz biorąc, idiotka.
- Doskonale – książę bawił się świetnie. – Nie myślałem, że jest aż tak krytycznie, ale widzi mi się, iż twoje doświadczenia są daleko bardziej precyzyjne od moich przypuszczeń. Bierz teraz w obroty mego błazna.
Błazen usiłował wymknąć się cichaczem, ale go powstrzymano i wsadzono nos do bańki. Alchemik podjął pracę, a potem oznajmił:
- Niebezpiecznym jest człowiek, który uchodzić chce za głupca, a wcale nim nie jest.
Gdy zamek pogrążył się we śnie i słychać było tylko kroki i nawoływania straży na murach, cień jakowyś przemknął do pokojów alchemika. Mistrz zdumiony przetarł oczy ze snu:
- Wasza wysokość?!
- Pst! Przyszedłem, abyś i mnie przebadał…
Jaki był wynik tych doświadczeń, nie wiadomo, bo alchemika powieszono tuż przed świtem. Wraz z nim zaginęła tajemnica jego wynalazku.
Może to i dobrze…


Brak komentarzy


Nie ma komentarzy. Możesz być piewrwszy!

Napisz komentarz

Bitwa nad Allelują Kandydat

Nie przegap żadnego opowiadania - prenumeruj RSS