Zimowe popołudnie
Strzepnąłem śnieg z kapelusza. Zmierzchało. Gdy podniosłem głowę, spostrzegłem, że stoi przede mną jegomość. Wzrostu był słusznego, sporej postury i twarz miał szczerą. Ale to stwierdziłem nieco później. Ubrany bowiem był dość niezwykle. Stalowy napierśnik połyskiwał matowo w świetle latarni, nagolenniki i nałokietniki chrzęściły przy każdym ruchu. Powoli podniósł przyłbicę. Wyciągnął rękę wielką jak […]
